UWAGA! Ten serwis używa cookies.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
MENU:
Reklama
Jonizator wody Aquator Silver
Jonizator wody Aquator Silver
Facebook
Googleplus
Twitter

Komentarze

  • Przeziębienie – przyczyny, leczenie, powikłania

    U nas podobnie, dzieci z przedszkola przynosiły rózne choróbska a potem tylko sztafeta i każdy chorował. Znalazłam na forum opinie o leku L52, lekarka...
    kornelya
  • Przeziębienie – lecznicze znaczenie gorączki

    myślę, że dość odważnie i też obawiałabym się o moje dziecko tak eksperymentując. u nas zawsze dajemy dzieciom do picia kropelki L52, znany homeopatyc...
    monika
  • Homeopatia – naturalne leczenie

    taki właśnie homeopatyczny lek w kropelkach L52 kupuję już od lat. warto proszę Państwa bo zapobiegamy tym powikłaniom poprzeziębieniowym. wystarczy p...
    zocha
  • Dna moczanowa

    Moja teściowa cierpi na to schorzenie od lat, ale niedawno usłyszała o tkim leku urathone czy urarthone (nie wiem jak sie pisze), który odkwasza organ...
    goska

Medycyna paliatywna. Hospicjum – dobre miejsce

– Rozmowa z ks. Piotrem Krakowiakiem, dyrektorem hospicjum im. Ks. Eugeniusza Dutkiewicza SAC w Gdańsku. 

 

– Po co jest cierpienie?

– Nauczyłem się, żeby na pytanie o cierpienie i jego sens nie odpowiadać.

– Ucieka ksiądz. A odpowiedź wydaje się niezwykle ważna. I bardzo ludziom potrzebna.

– A pani wie?

– Ja się przeciwko niemu buntuję.

– To też jest ucieczka. W działanie.

– A ból? Czy ból może być dobry?

– Tak, jeśli jest ostrzeżeniem przed cierpieniem albo przed jakąś katastrofą, która się może pojawić w organizmie. Jest jak alarm. Coś mnie zaczyna boleć, jeśli tego nie zlekceważę i pójdę do lekarza, być może uniknę gorszego, np. przerzutów. Taka funkcja bólu jest pożyteczna. Pracowałem kilka lat jako asystent stomatologa, więc wiem, że ból bardzo mobilizuje do pójścia na fotel dentystyczny. Ale jest też ból, który niszczy. Ten trzeba zwalczać. I dlatego cieszę się z postępów medycyny paliatywnej i terapii bólu. Z drugiej jednak strony mam świadomość, że jest ból, który nie ma fizycznego wymiaru, emocjonalny i duchowy, którego nie da się farmakologicznie złagodzić. Pomaga natomiast obecność, słuchanie, wsparcie, terapia. Pomocna jest ta część medycyny, która zajmuje się człowiekiem inaczej niż tylko troszcząc się o jego ciało.

– I po to są hospicja?

– Hospicja to takie hybrydy. Trochę jak modne dzisiaj hybrydowe samochody. W hospicjach też mamy trzy rodzaje paliwa, trzy wymiary wsparcia. Pierwszy to dobra medycyna paliatywna, czyli wyspecjalizowani lekarze i pielęgniarki. Drugi to przestrzeń psychoduchowa, czyli kapelani, psychologowie, terapeuci. I trzeci, najmniej doceniany, ale ogromnie ważny, wolontariat. Dobra, bezinteresowna energia ludzi, którzy przychodzą nie dlatego, że ktoś im za to płaci, nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że chcą, czują powołanie do pomocy innym. Jeśli te trzy wymiary działają, to jesteśmy naprawdę dobrym miejscem do tego, by przyjść z pomocą cierpiącym.

– Dobre miejsce, a dla współczesności „urodziło się” stosunkowo niedawno, w latach 60. ubiegłego stulecia.

– Można by się kłócić. Są tacy, którzy twierdzą, że hospicja są tak stare jak świat. I że pierwsze powstały w starożytności. A rozwinęły się i zostały nazwane hospicjami w starożytności chrześcijańskiej, w Rzymie. Pierwsze hospicjum tamże założyła Fabiola, rzymska patrycjuszka nawrócona na chrześcijaństwo, która z pomocy innym uczyniła cel życia. Dzisiaj byłaby pewnie pielęgniarką. W średniowieczu hospicja stały się popularne, by następnie, kiedy nowoczesna medycyna postanowiła uczynić człowieka nieśmiertelnym, zniknąć z map. Niestety, marzenia o nieśmiertelności nie udało się zrealizować, wciąż 100 proc. ludzi umiera. I kiedy w latach 60. XX w. w zachodnich społeczeństwach zaczęto temat śmierci i umierania wymazywać ze słownika, pojawiły się Cicely Saunders w Wielkiej Brytanii, Elizabeth Kübler-Ross w Stanach Zjednoczonych i Matka Teresa w Indiach. Te trzy kobiety przypomniały współczesnemu światu, że jest śmierć. Że jest umieranie. Że jest cierpienie. I że trzeba stawić temu czoło. Przywróciły też światu odwagę mówienia o umieraniu i przychodzenia z pomocą ludziom nieuleczalnie chorym.

– Cierpienie i ból. Tak wyobrażamy sobie śmierć. Ksiądz widział ją wiele razy. Jaka jest?

– Zawsze inna. Zawsze niepowtarzalna. I zawsze wiąże się z lękiem. Potwierdzają to badania wśród pacjentów hospicjów. Ludzie się boją. Ja też się boję. Umierania i śmierci. Dlatego pierwsze nasze zadanie to złagodzenie lęku. Przez obecność. Jest ogromna różnica, kiedy umiera się samotnie i wtedy, kiedy jest ktoś obok.

– Nie zdarzają się samotne śmierci w hospicjach?

– Staramy się, żeby ich nie było. Ale pamiętam pewnego człowieka. Całe życie był bardzo niezależny. Rodzina czuwała przy nim dzień i noc. Na chwilę wyszli z pokoju, by wspólnie naradzić się, co dalej, bo widać było, że kres blisko. I pacjent w tym czasie umarł. Taką śmierć wybrał. Pielęgniarki, które najwięcej czasu spędzają przy pacjencie, mówią, że to on decyduje. Czasami czeka, kiedy wszyscy usną. To jest misterium.

– Chyba najwięcej wiedzą umierający.

– Oni to czują. Mówią np. – jutro już mnie nie będzie, choć przeczą temu dane fizykalne, przeczy nasze doświadczenie. Śmierć ma wiele wspólnego z wolą życia, ze zgodą na odejście, którą pacjent daje sam sobie. Ciekawe badania przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych na progu roku 2000. Ilość zgonów zmalała wówczas o kilkanaście procent. Ludzie chcieli przejść do nowego milenium. Zmarli parę dni, tygodni później, ale ciekawość nowego była na tyle silna, że przeprowadziła ich przez ten próg, czasami wbrew fizycznym możliwościom.

– Dużo jest łez, kiedy odchodzą podopieczni?

– Są. I pozwalamy, żeby były, bo one są częścią rytuału pożegnania, są elementem żałoby. Nie mówimy: nie wygłupiaj się, nie płacz, nie wolno, nie wypada…

– A: bądź dzielny?

– Też nie. Mówimy: masz prawo płakać, łzy są potrzebne, są wyzwoleniem, oczyszczeniem. Mówimy: bądź dzielny – kiedy ktoś opiekuje się pacjentem i kiedy widać w nim elementy żałoby antycypowanej. Wspieramy też rodziny pacjentów po ich śmierci. Nie zrywamy kontaktu, organizujemy spotkania, grupy wsparcia, msze żałobne. I ten kontakt, czasami, ku mojej wielkiej radości, trwa przez wiele lat. Stajemy się przyjaciółmi. Oni rozumieją, że hospicjum to też życie.

– I to nie może być tylko sztywny układ: pacjent–lekarz.

– Kiedy mamy 1000 pacjentów rocznie i ok. 100 w jednym czasie, trudno mówić o przyjaźni we wszystkich przypadkach. Okoliczności zewnętrzne, stan chorego, nasz pośpiech, czasami to uniemożliwia, ale bardzo często, zdecydowanie częściej niż w innych dziedzinach medycyny, można mówić o jakiejś więzi, życzliwości, przyjaźni. Uważam, że hospicjum w pewnym stopniu przywraca ducha medycynie. Ratowanie życia jest bardzo ważne, ale nie można liczyć, że będą nas leczyć komputery czy cyborgi. Bo leczy też dotyk, serce, uśmiech, miłość.

– Jak ksiądz, prywatnie, radzi sobie z tymi wszystkim przypadkami śmierci?

– Śmierć zawsze mnie dotyka. I zawsze wiąże się z pytaniem, jak ja będę umierał, jak będzie wyglądała moja śmierć. Boję się jej. Podobnie chyba jest z lekarzami, pielęgniarkami i wolontariuszami. I może, ile razy to głębiej przeżyję, tyle razy jestem bardziej wrażliwy na ludzi.

– A czy to nie jest tak, że trzeba tę wrażliwość w sobie stłumić, żeby móc pracować, żeby móc pomagać. Nie można przecież ciągle płakać.

– Nie wierzę, że moi ludzie mogą być nieczuli i niewrażliwi. To raczej jest tak, że oni tę wrażliwość przekuwają na dobrą opiekę, na profesjonalną pomoc i mam nadzieję, że ta pomoc nigdy się nie sprofesjonalizuje do końca. Bo czasami naprawdę wystarczy na chwilę tylko się zatrzymać, poczytać, czasami posłuchać. Z takich prostych rzeczy może być przyjaźń.

 – Skąd są ci ludzie?

– Niektórzy mówią, że to współczesne anioły.

– O to, czy ksiądz wierzy w anioły, też chciałam zapytać.

– Wierzę. Że są i że strzegą. I że czasami przysyłają na ziemię dobrych ludzi. Ci ludzie są albo wrażliwi, albo niepokorni. Nie przyjmują tak łatwo odpowiedzi, które daje świat, nauka, życie, religia. Oni chcą sami znaleźć odpowiedzi na pytania o sens życia, cierpienie, ból, śmierć. Wielu przychodzi na szkolenia, trochę mniej zostaje. Ale jestem pewien, że ci, którzy te nasze szkolenia przejdą, inaczej patrzą na życie. Są różni, starsi i młodzi, grubi i chudzi, majętni i ubodzy, mający świetną pracę i bezrobotni…

– To wolontariusze, a lekarze i pielęgniarki?

– I tu charakterystyka jest podobna. Ostatnio, po dwóch latach, wrócił do nas lekarz, który zwolnił się, bo było mu za trudno. Robił specjalizację. Wrócił, mówiąc, że po prostu dobrze się tu czuje. Bo tu jest, paradoksalnie, blisko życia. Dużo smutku i łez, ale też dużo radości. Że się uda pomóc. Pomóc takiemu człowiekowi i jego rodzinie to jest wielka frajda. Przychodzi wielu, niektórzy zostają. Ale nie ma w tym nic złego, że ktoś był i nie wytrzymał. Bywa, że ci, którzy kształcili się, by ratować życie, nie potrafią asystować, kiedy ono gaśnie. Powinni być chirurgami, pracować w pogotowiu ratunkowym i mieć sukcesy. Chociaż sukcesy są i tutaj. Sukcesem jest spokojna, pełna pokoju śmierć.

– Matka Teresa charakteryzowała życie jako szansę, wyzwanie, walkę, a jeśli smutek, to do pokonania, jeśli obowiązek, to do wypełnienia. Wiele w tym radości życia. Ona to rozumiała, rozumiał to Jan Paweł II. Jego umieranie było takie naturalne, bolesne, ale i uzdrawiające. Ale jak zrozumieć konieczność śmierci, jeśli jest się mniej świętym? Że ukochana osoba nie odchodzi naturalną śmiercią, ale zabiera ją rak?

– Wszyscy jesteśmy wezwani do świętości, a to oznacza mozolne zmaganie się. Patrzymy na Jana Pawła i Matkę Teresę jak na świetlane postaci, a przecież też było im ciężko wstać rano. Jak nam. Bo oni byli przecież ludźmi. Byli to też tytani ducha. My tacy nie jesteśmy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy próbowali. Takie doświadczenia jak choroba, cierpienie czy śmierć kogoś bliskiego są dramatem, ale i szansą. Ludzie wierzący, chrześcijanie mówią o zbawczym wymiarze cierpienia.

– A ja, kiedy patrzę na cierpienie ukochanej osoby, chcę je zatrzymać, nie poświęcać.

– To cierpienie trudno ofiarować, bo chce się działać. Trudno zaakceptować nieuchronność śmierci. Że zatrzymanie w działaniu jest lepsze niż działanie.

– W ramach opieki hospicyjnej funkcjonują też hospicja domowe. Wiedza o nich jest chyba ciągle jeszcze mała.

– Tak. A przecież 70–80 proc. pacjentów hospicyjnych pozostaje w swoich domach. Zespół przyjeżdża do pacjenta do domu i tam się nim opiekuje.

– Może czas już przywrócić śmierci domowy wymiar.

– On już jest. Najlepszy sposób kończenia życia, angażujący i zbliżający całą rodzinę. I nie ukrywam, również najtańszy. I najbardziej ludzki. Chciałbym umierać w domu.

– Cuda jakieś się w hospicjum przydarzyły?

– Owszem. Najbardziej spektakularny cud to pacjent, który przyjechał na noszach, z bardzo dużym bólem. Dobry szpital nie potrafił się nim zaopiekować. Po kilku dniach pobytu u nas chodził, a po kolejnych kilku zabrał jednemu z wolontariuszy rower i jeździł dookoła. Żył u nas w dobrej kondycji przez kilka miesięcy. Opiekował się ogrodem i był szczęśliwy.

– Potrzebuje ksiądz czasami odreagować, uciec?

– Potrzebuję, uciekam.

– A dokąd?

– Lubię żeglować, podróżować. Czasami schować się i czytać. Na co dzień jestem wciąż w drodze. Jako krajowy duszpasterz wciąż jeżdżę, mam odczyty, spotkania, wykłady. Te aktywności też mi pomagają odreagować. Było tak kiedyś, że wyłączyłem się na dwa miesiące.

– Jest w hospicjum miejsce na marzenia? O czym marzą umierający?

– Żeby spotkać kogoś, kogo dawno nie widzieli. Doczekać swoich urodzin, zamknąć niedokończone sprawy, doczekać żeby Małysz zdobył Kryształową Kulę...

– Czy ksiądz już wie, co jest w życiu najważniejsze?

– Kochać i być kochanym.

 

Rozmawiała Ilona Miluszewska

 

***

 

Hospicjum im. Ks. Eugeniusza Dutkiewicza SAC w Gdańsku powstało w 1983 r. Otacza opieką domową ponad 1000 pacjentów rocznie. W 2003 roku powstał dom hospicyjny dla najbardziej potrzebujących. W tym samym roku przy Hospicjum powstała Fundacja Hospicyjna, prowadząca działalność charytatywną, edukacyjno-szkoleniową i marketingową związaną z pozyskiwaniem środków na opiekę hospicyjną i szkolenie wolontariuszy.

 

Ksiądz Piotr Krakowiak. Pallotyn. Teolog i psycholog. Dyrektor gdańskiego hospicjum. Krajowy Duszpasterz Hospicjów. Założyciel Fundacji Hospicyjnej. Inicjator portalu www.hospicja.pl


Sklep Poradnia.pl poleca

RABAT 5%

Dokonując w sklep.poradnia.pl zamówienia za minimum 100 zł, użyj podanego poniżej kodu rabatowego.

Kod należy wpisać podczas finalizacji zamówienia, w trakcie wyboru sposobu płatności i dostawy, w pole Kod promocyjny (po prawej stronie), a następnie kliknąć w znajdujący się obok przycisk.

Kwota do zapłaty zostanie pomniejszona o 5%.

Kod rabatowy: PORADNIA