Strona główna Styl życia Relaks Aktywny wypoczynek. Surfing, windsurfing, kitesurfing
Reklama

Komentarze

dzień dobry moze to iprawda ze on pomaga na roznosci ale dlaczego nie jestwspomniane ze dla ludzi c...

Miłorząb (Ginkgo biloba) – poprawia pracę mózgu

ciągle mi się wraca to zapalenie pęcherza , ogólnie bardzo mało PIJĘ prawdopodobnie dlatego...

Zapalenie pęcherza moczowego – przyczyny, sposoby leczenia, profilaktyka

implanty to na pewno drogi biznes smilies/smiley.gif nie ma co ukrywać dlatego warto po pierwsze zapoznać się z k...

Zęby – protezy i implanty

i co marysieńka dalej to masz? ja to już mam ze 2 miesiące i żaden lekarz nie wie skąd to może...

Pokrzywka – objawy i rodzaje

Rozrusznik serca to jest wspaniala rzecz ktora uratowala mi zycie i pozwala mi w miare normalnie zyc...

Stymulatory serca

Mordowałem się strasznie przez wiele lat, regularnie . Dostawałem tego po jedzeniu pewnych rzeczy...

Afty jamy ustnej – przyczyny, objawy, leczenie

Zauważyłem pewną ciekawą prawidłowość. Tych co "kręcą" kolana mają płaskostopie. Ja zacz®..

Zespół niespokojnych nóg – objawy, leczenie

Aktywny wypoczynek. Surfing, windsurfing, kitesurfing PDF Drukuj Poleć znajomemu
 

Aktywny wypoczynek. Surfing, windsurfing, kitesurfingKapitan James Cook – angielski żeglarz i odkrywca – nie należał do ludzi, których łatwo zadziwić. Podczas swoich morskich wypraw widział naprawdę wiele. Kiedy jednak w 1778 roku dotarł do nowo odkrytego archipelagu, któremu nadał nazwę Wysp Sandwich, w prawdziwe zdumienie wprawili go tubylcy poruszający się po falach na kilkumetrowych, ciosanych z drewna deskach. Archipelag odkryty przez kapitana Cooka to dzisiejsze Hawaje. A dziwny sport, który obserwował jako pierwszy Europejczyk, to he e’nalu, czyli surfing.

 

Surfing to – najprościej rzecz biorąc – ślizganie się po fali. Siła nośna deski – pierwotnie były to długie, czterometrowe, ciężkie deski ciosane z pni drzew – unosi ją wraz z surferem, który kieruje deską za pomocą ruchów stóp i całego ciała.

Początki tego niezwykłego sportu giną w mrokach dziejów. Wiadomo jedynie, że mniej więcej w V wieku n.e. uprawiali go dość powszechnie mieszkańcy Polinezji. I to prawdopodobnie właśnie oni – jeszcze przed odkryciem Tahiti przez Europejczyków – przybyli na Hawaje i tutaj go rozpropagowali. A ponieważ właśnie na Hawajach sport ten po raz pierwszy został zauważony przez europejskich odkrywców, do dziś uważa się je za kolebkę surfingu.

 

Nowe narodziny

Pierwsze opisy wyczynów surferów pochodzą z pamiętnika kapitana Cooka, który pisał, że na falach pływają w ten sposób dziesiątki, a nawet setki mieszkańców Hawajów. Niewiele jednak brakowało, by przez następne wieki europejscy kolonizatorzy całkowicie wymazali ten sport z hawajskiej tradycji i kultury.

Na przełomie XIX i XX wieku amatorów he e’nalu na Hawajach było już bardzo niewielu. Jednym z ostatnich zapaleńców kultywujących dawną tradycję był George Freeth – pół Irlandczyk, pół Hawajczyk, który samodzielnie nauczył się surfować na plażach Waikiki. Jak nakazywała tradycja – używał długich, ciężkich, drewnianych desek, które własnoręcznie rzeźbił z pni drzew. Freeth, jako żywa ciekawostka, zaproszony został na pokazy do Kalifornii i prawdopodobnie tam zobaczył go po raz pierwszy Jack London. Słynny pisarz zafascynował się nowym sportem, o którym w 1907 roku pisał, że to „królewski sport dla naturalnych królów Ziemi”.

Od tego czasu he e’nalu, a w zasadzie już surfing (bo mniej więcej wówczas nazwę tradycyjną zastąpiono angielską) rozpoczął swój renesans. Freeth stał się pierwszym trenerem surfingu w Kalifornii, a kolejny Hawajczyk – Duke Kahanamoku – założył Hui Nalu – pierwszy klub surfingowy w historii, organizował też pokazy surfingu w Kalifornii i Australii. Klub ten działa zresztą do dziś, kontynuując swoją długoletnią tradycję.

 

Surfing nowożytny

Początkowo surferzy używali tradycyjnych, długich desek, jednak już w latach dwudziestych ubiegłego wieku zaczęto eksperymentować z nowymi – lżejszymi i bardziej poręcznymi deskami. Jednym z eksperymentatorów poszukujących nowych rozwiązań był Amerykanin Tom Blake – to właśnie on stworzył pierwszą „nowożytną” deskę do surfingu. Sekret konstrukcji polegał na wydrążeniu jej wnętrza, co znacznie zmniejszyło ciężar konstrukcji. Również Blake w 1935 roku wpadł na pomysł przymocowania do deski statecznika, przez co znacznie poprawiły się jej możliwości manewrowe.

Przed wybuchem II wojny światowej surfing był już dość popularny w Stanach Zjednoczonych, jednak prawdziwa moda wybuchła w latach pięćdziesiątych XX wieku. Właśnie wówczas w kilku amerykańskich gazetach pojawiły się fotografie surferów sunących na deskach po zboczu spienionych fal. Zainspirowani tym obrazem Amerykanie gromadnie ruszyli na podbój Hawajów i tamtejszych plaż. Było to tym prostsze, że w tym czasie zaczęto już produkować deski z poliestru – lekkie i dostępne praktycznie dla każdego. W 1955 roku wyspa Oahu na Hawajach stała się mekką surferów, którzy gromadnie przeprowadzali się tu z Kalifornii. A już rok później – za sprawą kilku amerykańskich zapaleńców szukających nowych rejonów, w których można by pływać na desce – surfing dotarł do Europy i rozpoczęło się szaleństwo tego sportu na naszym kontynencie.

 

W pogoni za wiatrem

Jednak od samego początku największym mankamentem surfingu było to, że do jego uprawiania niezbędne były duże fale. Stąd też dyscyplinę można było uprawiać tylko w niektórych miejscach świata. W 1965 roku dwóch przyjaciół i zarazem zapalonych surferów – Hoyle Schweitzer i Jim Drake wpadli na pomysł, by połączyć surfing i żeglarstwo. Drake, który był inżynierem aeronautyki, wpadł na pomysł zamocowania na desce masztu na specjalnym przegubie. W ten sposób powstała pierwsza deska windsurfingowa.

Nowy sport prawie natychmiast zyskał popularność. Schweitzer, który w tym czasie poszukiwał nowych, bardziej wytrzymałych materiałów do budowy desek windsurfingowych, wpadł na pomysł wykorzystania nowego tworzywa – polietylenu. Wkrótce nowe, polietylenowe deski z żaglem, które produkowano w Holandii, zaczęły wypierać sprzęt produkcji amerykańskiej. Co ciekawe – mniej więcej w tym samym czasie, zupełnie niezależnie – na pomysł stworzenia deski z żaglem wpadł inny surfer – Newman Darby z Pensylwanii, który w 1965 roku opublikował szereg artykułów dotyczących budowy i sterowania taką właśnie deską. Nic dziwnego, że przez kolejne lata między surferami trwał sądowy bój o prawa do patentu.

W Europie, gdzie trudno było znaleźć odpowiednie fale do zwykłego surfowania, windsurfing w krótkim czasie stał się niezwykle popularny. Do tego stopnia, że komisja olimpijska postanowiła wpisać go na listę dyscyplin olimpijskich. Możliwości, jakie daje połączenie deski z żaglem, sprawiają, że istnieje wiele odmian windsurfingu – można ścigać się na czas albo pływać slalomem, jednak najbardziej widowiskową odmianą jest wave, czyli żeglowanie i wykonywanie skoków na wysokich falach – do czego używa się specjalnych małych desek z lekkim i niezwykle wytrzymałym żaglem.

Ciekawostką jest, że bezwzględny rekord prędkości wodnych jednostek żaglowych należy właśnie do windsurfera – w 2005 roku w Saintes-Maries-de-La-Mer we Francji Finian Maynard popłynął na desce z żaglem z prędkością 48,70 węzłów (prawie 100 km/h!).

 

Latawce na wodzie

Najmłodszym sportem wywodzącym się z surfingu i windsurfingu jest kitesurfing. Sport ten również polega na ślizganiu się po falach na desce, jednak pomaga w tym… przymocowany na długiej lince latawiec.

W odróżnieniu od miłośników poprzednich dyscyplin kitesurferzy są ze swoim sprzętem o wiele mocniej związani. I to dosłownie – z jednej strony bowiem specjalna uprząż łączy ich z szybującym po niebie latawcem, który raz po raz unosi kitesurfera kilka, kilkanaście metrów nad wodę. Z drugiej strony – muszą też pilnować, by w czasie tych ewolucji deska wciąż pozostawała pod ich stopami (w deskę wmontowane są specjalne uchwyty na stopy, przypominające nieco… laczki).

Tak jak w windsurfingu, tak i w kitesurfingu ważne jest nie tylko ślizganie się po falach, ale również prędkość oraz wykonywane w powietrzu ewolucje. Rekord prędkości w tej dyscyplinie należy do Olafa Martinga z Namibii, który w październiku 2004 roku pomknął z prędkością 41,67 węzłów (ok. 77 km/h).

 

Surfing nad Bałtykiem

Czy w Polsce można surfować? Nad Bałtykiem niestety próżno szukać kilkumetrowych fal zawijających się tuż przy brzegu w malownicze rury. Niemniej nasze dość wietrzne morze jest wręcz wymarzonym akwenem dla windsurferów i kitesurferów. Znakomite warunki do pływania na desce z żaglem czy latawcem panują na przykład w głębi Zatoki Puckiej, gdzie od kilku sezonów coraz gromadniej pojawiają się miłośnicy pływania na desce. Wody zatoki są znakomitym poligonem zwłaszcza dla początkujących adeptów surfingu – fale są tu bardzo niewielkie, a woda tak płytka, że w wypadku wywrotki można najzwyczajniej dojść do brzegu.

Zresztą nie tylko polskie morze jest znakomitym miejscem do windsurfingu. Sport ten można z powodzeniem uprawiać również na akwenach słodkowodnych. Choć tutaj trzeba uważać, by w zapamiętaniu nie uderzyć w brzeg.

Surfing wciąż ewoluuje. Współczesnych, szybujących w powietrzu surferów od Polinezyjczyków sunących po wodzie na deskach ciosanych z pni drzew różni niemal wszystko. Ale jedno od wieków pozostało niezmienne – niezwykły dreszcz emocji i skok adrenaliny, kiedy fala umyka spod nóg, a deska mknie coraz prędzej. Poczucie, że pędzi się na fali życia…

 

Michał Piotrowski

 

Komentarze (0)Add Comment

Napisz komentarz

busy
 
 
Tutaj czekają nagrody